W ostatnich tygodniach Mandżu nie może cieszyć się regularną grą w Serie A - w związku z jego spadkiem formy i przyjściem Higuaina, Allegri dalej Chorwatowi niewiele szans na wykazanie się. Zabłysnął ostatnio podczas spotkania z Kosowem, podczas którego sam zdobył połowę ze wszystkich goli, które padły w Szkodrze. Tym samym wpisał się na listę sześciu Chorwatów, którzy zdobyli w kadrze 3 lub więcej trafień w jednym meczu. Mandżukić okazał się jednak najszybszy ze wszystkich - wystarczyło mu na to 35 minut.
Po ostatnim wspaniałym występie Mandżukića, podczas którego ustrzelił właśnie wyżej wspomnianego hattricka, pojawiły się naturalne pogłoski o kolejnych przenosinach. Tym razem padło na... Chiny!
La Gazzetta twierdzi, że Chorwat w styczniu najprawdopodobniej będzie miał otrzymać ofertę z Azji - są nim zainteresowane kluby Shandong Luneng i Shanghai Shenhua. Według włoskiego dziennika Mandżu miałby zarabiać tam nawet 10 milionów euro rocznie. Jak na razie najlepiej opłacanymi chorwackimi zawodnikami są Sammir (Jiangsu Suning - 6 milionów) i Luka Modrić (Real Madryt - 5,5 miliona).
Mandżukića tylko w ostatnich miesiącach łączono już m.in. z Liverpoolem, PSG, Chelsea czy Wolfsburgiem.
[Od redakcji]
Jak na razie pozostaje on w Turynie i jeśli jakikolwiek transfer doszedłby do skutku, wykluczamy raczej Chiny - Mandżukić jest wciąż jednym z niewielu rozrzutnych piłkarzy, którzy liczą tylko i wyłącznie na duże pieniądze, nawet kosztem prestiżu. Jest to raczej zawodnik, który pragnie zostawiać na boisku serce i grać w klubach, które mogą go w jakikolwiek sposób jeszcze rozwinąć, nawet gdyby jego pensja miała być po prostu wysoka a nie bajecznie wielka. Helikopterem po bułki (jak niektórzy jego koledzy po fachu) nie lata.





