Mecz Polska - Dania na Narodowym w Warszawie to na pewno hit grupy E w eliminacji do Mistrzostw Świata w Rosji. Nie znajdzie się osoba, która by się z tym stwierdzeniem nie zgodziła.
Piłkarze Age Hareide już wczoraj przylecieli do stolicy Polski i, zapewne jak kibice, także oczekują pierwszego gwizdka, który zabrzmi o godzinie 20:45.
Jednakże przed meczem padły słowa, które... Zabrzmiały dość dziwnie. Jak czytałam je pierwszy raz, to stwierdziłam, że Norweg kompletnie olewa sprawę. "Spokojnie, nie gramy przecież z Brazylią". Że pardon co? No tak, bo gracie z ćwierćfinalistami Europy, którzy wcześniej byli w stanie pokonać Mistrzów Świata (rocznica się zbliża), którzy w przeciągu czterech lat wskoczyli na poziom znacznie wyższy, niż się spodziewano... (boże, od kiedy ja chwalę polską reprezentację?)
To, że dla niego celem są trzy punkty, to sprawa oczywista - każdy coach przed mediami powie, że zależy im na trzech punktach, nawet jeśli tej szansy praktycznie nie mają.
Norweg powiedział też, że siłą podopiecznych Adama Nawałki są dwaj ofensywni piłkarze - wiadomo, że chodzi tu o Arkadiusza Milika i Roberta Lewandowskiego. Dodał też, że jego obrońcy mają swoje metody jak powstrzymać ich szturmowania na bramkę.
Jednakże nie ma w planach przez całe 90 minut bronić wyniku i wywiezienia z Warszawy chociażby punktu - pragnę wspomnieć, że w pierwszym meczu kwalifikacji jego zawodnicy oddali 22 strzały na bramkę (a to, jaki był wynik to każdy wie, prawda?). To, jaki będzie wynik przekonamy się jednak dopiero po godzinie 22:30. Zobaczymy też, czy sprawdzą się słowa Sławka Peszko, który mówi, że to Polska jest faworytem tego spotkania.





