Juventus, typowany na jednego z możliwych zwycięzców tegorocznej edycji Ligi Mistrzów, nie zdołał znaleźć odpowiedniego sposobu na zwycięzców Ligi Europy z poprzedniego sezonu. Pierwszą akcję, jaka miała szansę zakończyć się golem, mógł wykorzystać Sami Khedira. Po podaniu Paulo Dybali zmarnował ją jednak - piłka przetoczyła się obok słupka. Kilka minut później ponownie mógł wyprowadzić Starą Damę na prowadzenie, ale wycelował strzał prosto w bramkarza. Bianconeri wydawali się lekko przeważać nad gośćmi, nadal jednak nie przekładało się to na zmiany wyniku.
Atak Juventusu wyraźnie nie potrafił się przebić przez linię obrony Sevilli, a kiedy już udawało im się dostać do strefy pola karnego rywali, wyglądało to zupełnie tak, jakby Dybali i Higuainowi drogę w środę przebiegł czarny kot. Nie zauważyliśmy jednak żadnego na murawie, pomimo, że koty bardzo interesują się futbolem, szczególnie w Premier League.
Dalszy ciąg meczu, również po planowej przerwie, wyglądał podobnie - słupki, poprzeczki, obronione strzały, zmarnowane szanse, głównie Juventusu. Kibice zarzucali Allegriemu, że zbyt późno uskutecznił zmiany w ofensywie. Coach zdecydował się na wprowadzenie nowego typowo ofensywnego zawodnika dopiero w 86 minucie. Marko Pjaca zmienił Paulo Dybalę.
Chorwat faktycznie był bliski doprowadzenia do zwycięstwa klubu z Turynu - jednak nie poprzez groźny strzał. W ostatniej podstawowej minucie gry Pjaca pobiegł w pole karne Sevilli, gdzie wyraźnie został popchnięty przez Vazqueza, po czym upadł na murawę.
Mecz Juventusu z Sevillą zakończył się zatem bezbramkowym remisem.
Kolejnym starciem Starej Damy w ramach Ligi Mistrzów będzie spotkanie z Dinamem Zagrzeb. Sevilla podejmie zaś Olympique Lyon.







