Choć wybory na stanowisko nowego prezesa w PZPN były głośnym wydarzeniem w futbolowym światku w ostatnich dniach, to obyło się bez niespodzianek. Prezesem na drugą kadencję został Zbigniew Boniek, który „zmiażdżył” swojego kontrkandydata, Józefa Wojciechowskiego, wygrywając stosunkiem głosów 99 do 16.
Nie obyło się jednak bez kontrowersji. Kontrkandydat Bońka już na początku obrad opuścił salę, informując, że nie zamierza na nią wrócić. Powodem takiej decyzji był sposób głosowania: odbyło się ono za pomocą maszynek, co nie przypadło do gustu Wojciechowskiemu, który preferował głosowanie za pośrednictwem urn wyborczych. Mężczyzna nie skorzystał również z przysługującego każdemu kandydatowi prawa do przedwyborczego przemówienia.
Mimo iż Wojciechowski opuścił salę, co było w zasadzie jednoznaczne z wycofaniem się z udziału w wyborach, głosowanie musiało się odbyć – w innym przypadku sprawa mogła otrzeć się o sąd. Była to jednak tylko formalność; Zbigniew Boniek wygrał miażdżącą przewagą i pozostanie na stanowisku prezesa PZPN do 2020 roku.
– Dziękuję za głosy. Środowisko piłkarskie pokazało, że nie chce cyrku, a poważnej pracy, by futbol był ceniony. Miłości do piłki nie da się kupić, dziś się o tym przekonaliśmy – powiedział prezes bezpośrednio po ogłoszeniu wyników głosowania.
Zachowanie Józefa Wojciechowskiego wywołało sporo kontrowersji. Choć głosowanie było jedynie formalnością i w zasadzie od początku było wiadomo, kto będzie zwycięzcą, to jednak przykre, że tak poważne i znaczące dla polskiej piłki wydarzenie odbyło się w komicznej atmosferze. Nam pozostaje jedynie pogratulować prezesowi Bońkowi i życzyć owocnej pracy oraz awansu biało-czerwonej kadry narodowej na rosyjski mundial!





