Mecz był... Dziwny. Początek taki niejasny, niemrawy... Żaden zespół nie był w stanie wywalczyć przewagi. Chociaż to Duńczycy byli stawiani w roli faworyta (co mnie nie dziwi, w końcu to ich teren), to jednak tę batalię wygrali przyjezdni, którzy mieli większe morale - do Kopenhagi przybyli jako lider grupy, z większą liczbą punktów i zdobytych bramek. Jak widać piłkarze Age Hareide nadal trawią porażkę z Polakami.
Prawdziwe strzelanie zaczęło się dopiero po pół godzinie gry - pierw do bramki (jako jedyny) trafił Fatos Beciraj po pokazie swoich technicznych umiejętności. Trzy minuty po stracie bramki (35. minuta meczu) Christian Eriksen mógł doprowadzić do remisu, jednakże do strzału przyłożył zbyt wiele siły i minimalnie przestrzelił.
Po zmianie stron dominowanie zaczęli gospodarze. Oddali kilka strzałów, które mogły zamienić się bramkę, jednakże na straży stał Mladen Bozović i słupek. Aczkolwiek wygrana na zero z tyłu to głównie sprawa świetnego meczu 32-letniego bramkarza FK Zeta Golubovci. Gdyby nie on, to reprezentacja Danii mogłaby odwrócić losy tego spotkania, bowiem zawodnicy Ljubiša Tumbakovića nie wykreowali żadnej poważniejszej szansy na drugą bramkę.
Żółte kartki: Poulsen, Fischer, Delaney (Dania) - Vesović (Czarnogóra)
Składy:
Dania: Schmeichel - Kjaer, M.Jorgensen (83. N.Jorgensen), Christensen - Ankersen, Hojbjerg (63. Sisto), Delaney, Durmisi - Eriksen - Fischer (70. Cornelius), Poulsen
Czarnogóra: Bozović - Marusić, Simić (70. Sofranac), Savić, Tomasević - Vesović (90. Mijusković), Vukcević, Scekić, Kojasević (63. Jovović) - Jovetić, Beqiraj





