Kolejny niespodziewany wynik. Mecz na własnym stadionie, 60 tysięcy kibiców na trybunach, a gospodarze nie potrafili wygrać spotkania z siedemnastą drużyną Premier League. W dniu 67. urodzin Arsene’a Wengera, jego podopieczni zremisowali tylko 0:0.
Wydawać by się mogło, że Kanonierzy szybko wyjdą na prowadzenie. W końcu grali u siebie, a kiedy Twój trener ma urodziny to wypadało by wygrać. Pomimo widocznej przewagi w posiadaniu piłki, jakoś im się to nie udawało. Swoje sytuacje mieli przyjezdni. Najpierw strzał i dobitkę Traore obronił Cech. Niewiele później czeski golkiper ekipy Arsenalu musiał po raz kolejny bronić to co zepsuli jego koledzy (dwa fantastyczne uderzenia Ramireza - przyp. red). Niewinne próby strzelenia gola od razu niweczyła defensywa Middlesbrough.
Druga część spotkania nie zaczęła się od mocnego ciosu. Dwie minuty po wznowieniu meczu najlepszą sytuację do otwarcia wyniku miał Laurent Koscielny, który po dośrodkowaniu Ozila, uderzał głową. Victor Valdes nie poradził z tym sobie, ale obrona Boro już tak.
Alexis Sanchez, Theo Walcott czy Lucas Perez mogli strzelić bramkę na 1:0, ale niestety po zwycięstwie z Łudogorcem Razgrad w środę, zawodnicy ci nie byli w stanie oddać uderzenia, które dało by trzy punkty. W ostatnich minutach spotkania Alex Oxlade-Chamberlain uderzył w kierunku bramki, ale piłkę przeciął Ozil i to on wpakował piłkę do siatki. Niemiec był jednak na wyraźnym spalonym.
Nikt nie spodziewał by się takiego obrotu spraw. Arsenal atakował, ale to ich bramkarz, Petr Cech, miał więcej pracy. Victor Valdes i defensywa Middlesbrough może zaliczyć ten mecz do bardzo udanych.
Arsenal FC 0:0 Middlesbrough
Składy:
Arsenal: Cech, Bellerin, Mustafi, Koscielny, Monreal, Coquelin, Elneny (74’ Oxlade-Chamberlain), Walcott, Ozil, Iwobi (67’ Perez), Sanchez.
Middlesbrough: Valdes, Barragan, Ayala, Gibson, Friend, De Roon, Clayton, Traore, Forshaw, Ramirez (84’ Downing), Negredo (90+2’ Stuani).
Żółte kartki: Mustafi (Arsenal).
Sędzia: Mike Dean.





