O Kamilu Wilczku zapewne już słyszałyście. Napastnik podczas rozgrzewki przed meczem z FC Kopenhaga, trafił piłką jednego z kibiców Brondby. Tym samym uratował mu życie.
Spytacie czy nie przesadzam. Raczej nie. Cios od Polaka był na tyle mocny, że mężczyzna musiał zostać zabrany do szpitala, by sprawdzić czy nie ma poważnych obrażeń. W trakcie badań okazało się, że ów kibica ma guza mózgu. Choroba została wykryta w bardzo wczesnym stadium. Guz był z rodzaju tych operacyjnych, a duński kibic ma szansę na pełny powrót do zdrowia.
Duńczyk na stronie klubu napisał, że jest wdzięczny Polakowi za to co się stało. Gdyby nie niecelny strzał Wilczka, choroba mogłaby zostać jeszcze bardzo długo niewykryta, a szanse na wyzdrowienie byłyby znacznie mniejsze.
"Witam wszystkich. Mam na imię David i jestem
osobą, która została uderzona piłką podczas rozgrzewki przed meczem
przeciwko FC Kopenhaga. Chcę podziękować personelowi medycznemu,
ochronie i wszystkim pracownikom klubu, a także fanom, którzy stali
blisko mnie i od razu zareagowali, bo uratowało mi to życie. Nie mogę
opisać, jak bardzo jestem wdzięczny za ich wysiłki. Okazało się, że mam
guza mózgu i nie zostałoby to odkryte, gdyby Wilczek nie uderzył mnie
piłką w głowę, tak więc jestem bardzo wdzięczny także jemu, za to, co
się stało. Zwłaszcza, że nigdy nie zająłby się mną tak profesjonalny
personel medyczny jak obecnie. Teraz czeka mnie operacja i etc..
Dziękuję wszystkim jeszcze raz, jestem wam dozgonnie wdzięczny."
Takie historie moglibyśmy czytać codziennie :)






