ZAPRASZAMY NA NASZĄ NOWSZĄ WERSJĘ WITRYNY: www.futboliszpilki.pl

Pod tym adresem dostępne są tylko starsze posty publikowane przed przenosinami strony.

Zwycięstwo w bawarskim stylu - Norwegia 0-3 Niemcy

Wczorajszym wieczorem na antenie Polsatu Sport, który szwankował z powodu burzy w Warszawie, transmitowano mecz pomiędzy obecnymi Mistrzami Świata, a ekipą z Norwegii. Gospodarze dostali w tyłek 0:3, a to za sprawą dwóch trafień Thomasa Müllera i Joshuy Kimmicha.



Niemcy byli od początku stawiani za faworyta, aczkolwiek to nie oznaczało, że Norwegia stała na murawie i patrzyła, ile to bramek wpakuje im najlepsza drużyna ostatnich MŚ. Pomimo kontroli przyjezdnych w większości spotkania, gospodarze także byli w stanie wykreować dla siebie szanse, które no cóż kończyły się fiaskiem. (ups, zabrzmiało to trochę chamsko)
Pierwsza bramka dla Die Mannschaft wpadła w sumie przypadkiem w 15. minucie. Müller oddał strzał, padł na murawę i jeszcze szybciej z niej wstał. Piłka odbiła się od obrońcy i tym razem po kolejnej próbie piłkarza  znalazła się w siatce (chyba nie muszę wspominać, że wcześniej miał szanse na zdobycie bramki?). Ten wynik jednakże ich nie zadowolił i dalej szturmowali bramkę Rune Jarsteina.
Jedną z najpoważniejszych okazji dla Norwegów był strzał Joshuy Kinga dziewięć minut po pierwszej bramce, ale futbolówka poleciała trochę za wysoko.
Drugą bramkę zdobył...Joshua Kimmich *ociera wielką łzę wzruszenia*. Młodziutki zawodnik Bayernu  strzelił swoją pierwszą bramkę w reprezentacji i jestem przekonana, że zapamięta ją na długo. Precyzyjny, niemal idealnie odmierzony strzał (chyba pobierał nauki od Kroosa). Bramkarz nie miał najmniejszych szans.
Po zmianie stron William Collum, arbiter główny, musiał otworzyć swój notesik dla kartkowiczów, po czym w ciągu trzech minut umieścił w nim trzy nazwiska - Khedira (49.), King (49.) oraz Johansen (52.).
Długo też nie musiałyśmy czekać na ostateczny cios, którego autorem był Bawarczyk z krwi i kości. W 60. minucie Müller, po podaniu Khediry, umieścił piłkę w siatce głową.
Spotkanie oglądało się naprawdę przyjemnie, gra reprezentacji prowadzonej przez Joachima Löwa wyglądała już trochę lepiej niż na Euro. Mimo tego nadal wszystkie znaki na niebie i ziemi mówią, że czegoś brakuje, żeby na poważnie myśleć o obronie tytułu Mistrza Świata w lato 2018 roku.