Jedna jaskółka wiosny nie czyni - tak samo jak jeden słabszy mecz nie zamienia piłkarza w drewno. Wicemistrzowie Włoch zmierzyli się wczoraj z Dynamem Kijów. Już w pierwszej minucie Dinamo miało szansę na spektakularnego gola, gdyby piłka wpadła do bramki. Serhij Sydorczuk próbował trafić do siatki z odległości prawie połowy boiska, Pepe Reina zdołał jednak przechwycić piłkę. Wynik otworzył Denys Harmasz grający dla gospodarzy. Jego gol był naprawdę godny uwagi, gdyż zdobycie go wymagało od zawodnika dobrego refleksu.
Nie zatrzymało to jednak włoskich gości. Dokładnie dziesięć minut później do ukraińskiej bramki piłka wpadła właśnie za sprawą Arka Milika. Napastnik otrzymał dośrodkowanie z lewej strony boiska i można powiedzieć, że znajdował się w naprawdę idealnym miejscu w idealnym czasie, by trafić.
Kolejny gol, na wagę zwycięstwa, również był sprawką Milika. Piłka najpierw odbiła się od głowy zawodnika Dinama - zupełnie tak, jakby było to celowe podanie do Polaka - ten wykorzystał to i trafił prosto do bramki.
Możemy być zatem dumni z występu napastnika reprezentacji Polski. Było to dla niego ciężkie spotkanie, ze względu na niezwykle małą ilość podań od współzawodników









