Legia Warszawa trafiła na bardzo wymagających przeciwników w fazie grupowej Ligi Mistrzów. Mimo to, im bliżej było pierwszego spotkania, tym pozytywniejsze scenariusze przewidywali kibice i dziennikarze. Pierwszy mecz Legioniści zagrali u siebie, z Borussią Dortmund. Wielu Polaków uważało, że Czarno-Żółci nie znajdują się obecnie w najlepszej dyspozycji i Legia ma szansę na korzystny wynik. Wicemistrzom wystarczyło 16 minut, by udowodnić, że ich forma ma się dobrze, a Mistrzowie Polski muszą się jeszcze wiele nauczyć.
Oczekiwania były ogromne. Fantastyczna oprawa na trybunach, słynny Sen o Warszawie, aż wreszcie upragniony i wyczekiwany od 20 lat hymn Ligi Mistrzów przy Łazienkowskiej 3. Jak to jednak w Polsce bywa, zawiedli ci, od których oczekiwano najwięcej – piłkarze.
Spotkanie rozpoczęło się od dominacji Borussii Dortmund. Niemiecka drużyna wymieniała kolejne podania jak na treningu, a Legioniści nie mieli żadnego pomysłu na to, jak odebrać im piłkę. Pierwsza bramka padła już w 7. minucie, gdy po dośrodkowaniu Dembelego i strzale głową na listę strzelców wpisał się Syn Marnotrawny Mario Götze (gdyby nasza redakcja była złośliwa, to z pewnością pojawiłaby się tu wzmianka o tym, że Legia straciła gola po główce piłkarza, który nie ma nawet 1,80 m).
Później było już tylko gorzej. W ciągu niespełna dwóch minut na listę strzelców wpisało się dwóch obrońców BVB: Sokratis Papastathopoulos (15.) i Marc Bartra (17.). Ten fakt najlepiej odwzorowuje wczorajszą grę warszawiaków. Do przerwy Legia nie straciła już więcej goli, co można nazwać małym sukcesem.
Druga połowa rozpoczęła się dość spokojnie. Nikt nie wie, co w przerwie powiedział Legionistom trener Hasi, ale cokolwiek to było – nie podziałało. Klub ze stolicy wytrzymał sześć minut, a następnie stracił czwartego gola. Na listę strzelców wpisał się debiutant w Lidze Mistrzów i Mistrz Europy, Raphael Guerreiro.
W 75. minucie na boisku pojawili się Gonzalo Castro i Emre Mor. Castro zanotował wejście smoka – już po kilkudziesięciu sekundach od pojawienia się na murawie podwyższył wynik na 5:0. Strzelcem ostatniego gola był Pierre-Emerick Aubameyang, który w 87. minucie przelobował zrezygnowanego już Arkadiusza Malarza.
Biorąc pod uwagę różnice pomiędzy poziomem futbolu w Niemczech, a w Polsce, wynik 0:6 nie jest zbytnim zaskoczeniem, czy kompromitacją. Jedyne, co skompromitowało warszawską Legię, to kibice, którzy po trzeciej straconej bramce zaczęli śpiewać antysemickie przyśpiewki w kierunku gości i wszczynać bójki. Zachowanie polskich kibiców poszło w świat. Wiele wskazuje na to, że kolejne spotkanie Ligi Mistrzów na stadionie im. Wojska Polskiego odbędzie się bez widzów.
Legia Warszawa 0:6 Borussia Dortmund
Legia Warszawa: Malarz – Bereszyński, Czerwiński, Dąbrowski, Guilherme – Jodłowiec, Odjidja, Moulin (75. Radović) – Langil, Prijović (63. Nikolić), Kazaishvili (66. Aleksandrov)
Borussia Dortmund: Bürki – Piszczek, Sokratis, Bartra, Schmelzer – Weigl (79. Ginter) – Pulišić, Götze (75. Castro), Guerreiro, Dembélé (75. Mor) – Aubameyang
Gole: 0:1 Götze (7.), 0:2 Sokratis (15.), 0:3 Bartra (17.), 0:4 Guerreiro (51.), 0:5 Castro (76.), 0:6 Aubameyang (87.)
Żółte kartki: Malarz, Guilherme, Bereszyński – Götze






















