W spotkaniu zamykającym dzisiejszy dzień zapowiadał się prawdziwy szlager 6. kolejki Premier League. Tak się jednak nie stało. Piłkarze Arsene'a Wengera nie dali szans The Blues i pokonali ich na własnym stadionie 3:0 (Can you believe it?).
Żadna z drużyn nie zaczęła tego meczu jakoś nadzwyczajnie. Nie spodziewałam się, że po pierwszej połowie będziemy oglądać dużo goli. Stało się jednak inaczej. Jako pierwsi w 11. minucie skutecznie zaatakowali Kanonierzy. Fatalny błąd popełnił Gary Cahill i przez niego Alexis Sanchez znalazł się w sytuacji sam na sam z bramkarzem Chelsea. Bez problemu podciął piłkę nad Courtois i Arsenal wyszedł na prowadzenie.
Minęły zaledwie trzy minuty, a The Blues otrzymali kolejny cios ze strony gospodarzy. Była to koncertowa akcja The Gunners. Świetne podanie na prawą flankę dostał Bellerin, który podał na ósmy metr do Walcotta. Anglik dołożył tylko nogę, a kibice zgromadzeni na Emirates Stadium mogli się tylko cieszyć z takiego obrotu spraw.
Chelsea przez pewien okres nie mogła wyjść z własnej połowy. Kiedy już goście dostali się pod bramkę Petra Cecha strzelali albo niecelnie albo prosto w ręce wcześniej wymienionego. Utrzymywali się dłuższy czas przy piłce, ale nic im nie wychodziło.
W 40. minucie ostateczny cios w pierwszej połowie zadali Sanchez i Ozil. Była to kontra, w której Niemiec zagrał do Chilijczyka, a ten dośrodkował do Mesuta. Ten uderzył z woleja, piłka odbiła się od słupka i wpadła do siatki.
Pierwsza część spotkania należała zdecydowanie do Kanonierów. Świetnie rozgrywali akcje i bronili. Antonio Conte chyba naprawdę nie wiedział co ma zrobić.
Druga połowa rozpoczęła się od naporu Chelsea, jednak tak jak wcześniej nic z tego nie wynikało. Gospodarze grali spokojnie (no może nie przez cale 45 minut, ale tak się nie da). Strzały oddawali Walcott i Bellerin i nic nie wskazywało na to, żeby przyjezdni mieli zacząć odrabiać straty. W 73. minucie spotkania wspomniany już 21-letni hiszpański obrońca uratował Arsenal przed utratą gola, kiedy błąd w środkowej części boiska popełnił kapitan drużyny (pod nieobecność Mertesackera), Laurent Koscielny. Dziesięć minut później Batshuayi, który wszedł z ławki rezerwowych mógł strzelić honorową bramkę, ale jego strzał fantastycznie obronił Cech. Ostatecznie spotkanie zakończyło się wynikiem 3:0 dla gospodarzy.
Arsenal okazał się najzwyczajniej w świecie lepszy od The Blues. Goście popełniali mnóstwo błędów w obronie przez co tracili piłkę i gole. Stracili też cenne trzy punkty, więc to nie jest na pewno radosna nowina dla kibiców zespołu ze Stamford Bridge. Antonio Conte będzie musiał poprawiać sporo rzeczy w defensywie swojej drużyny.
Dla mnie jako kibica Kanonierów ten mecz był niesamowity. W końcu pokonaliśmy Chelsea i graliśmy na swoim dobrym poziomie. Nadal nie mogę uwierzyć, że ten wynik jest prawdziwy, a my zgarnęliśmy pełną pulę. Nawet nie wiecie jak się dzisiaj cieszę :)
Arsenal 3:0 Chelsea
11' Sanchez, 14' Walcott, 40' Ozil
Składy:
Arsenal: Cech
- Bellerín, Mustafi, Koscielny, Monreal - Coquelin (32' Xhaka), Cazorla
- Walcott, Oezil, Iwobi (69' Gibbs) - Alexis Sanchez (79' Giroud).
Chelsea: Courtois - Ivanović, Cahill, David Luiz,
Azpilicueta - Kante, Matić - Willian (70' Pedro), Fabregas (55' Alonso),
Hazard (71' Batshuayi) - Diego Costa.
Żółte kartki: Ivanović, Costa (Chelsea).
Sędzia: Michael Oliver.






