ZAPRASZAMY NA NASZĄ NOWSZĄ WERSJĘ WITRYNY: www.futboliszpilki.pl

Pod tym adresem dostępne są tylko starsze posty publikowane przed przenosinami strony.

Deszcz w Kopenhadze i świetny występ Beglaryana - Dania z kompletem punktów w pierwszym spotkaniu

Niedawno zakończył się mecz grupowych rywali Polski na drodze do Mistrzostw Świata w Rosji, które odbędą się za dwa lata, rozgrywany w deszczowej Kopenhadze. Stolica Danii wiedziała, że Polska zagra gorzej niż fatalnie, dlatego padało. Spotkanie zakończyło się wynikiem 1:0, a to za sprawą bramkarza przyjezdnych - Arsena Beglaryana.



Całe spotkanie było rozgrywane pod dyktando gospodarzy, ich gra w końcu przypominała grę. Aż miło się oglądało, pomimo tych wielu (naprawdę wielu) niewykorzystanych szans (a była bardziej fatalna niż dzisiejsza skuteczność Milika. Tak, ciężko w to uwierzyć). To spotkanie mogłoby finalnie skończyć się rezultatem co najmniej 4:0, gdyby nie wyczyny 23-letniego bramkarza, który na co dzień reprezentuje barwy ormiańskiego Ulis Erywań, a także mokra murawa i poprzeczka Fischera.
Jedyna bramka padła w siedemnastej minucie po niskim strzale Christiana Eriksena *wzdycha ciężko, czując w oku łezkę wzruszenia*. Piłkę otrzymał od Viktora Fischera *płacze bardziej*, który przekazał mu ją piękną piętką.
W 71. minucie wynik mógł zostać podwyższony, ale, jak juz wspominałam, ormiański bramkarz był w naprawdę dobrej dyspozycji, co nie tylko ja zauważyłam (jeśli ktoś oglądał, to panowie komentatorzy wspomnieli, że nazwisko "Beglaryan" zjawi się w kilku notesach skautów z Europy). Nawet dobitka Poulsena i dwa rożne nie pomogły.
Co tu dużo mówić? Ormianie stworzyli sobie tylko i wyłącznie jedną dobrą szansę na zdobycie bramki, która mogłaby zmienić losy spotkania. Było to w 78. minucie, kiedy Duńczycy poczuli się zbyt pewnie (przecież 1:0 to taki kruchy wynik...), aczkolwiek Ormianin się zapomniał, że jest profesjonalnym piłkarzem i ta szansa także nie została wykorzystana.
Ogólnie gra nie była porywająca, ale komplet punktów naprawdę cieszy i to nie tylko mnie.


oh, moje oczęta się radują widokiem szczęśliwych, półnagich mężczyzn