Całe spotkanie było rozgrywane pod dyktando gospodarzy
Jedyna bramka padła w siedemnastej minucie po niskim strzale Christiana Eriksena *wzdycha ciężko, czując w oku łezkę wzruszenia*. Piłkę otrzymał od Viktora Fischera *płacze bardziej*, który przekazał mu ją piękną piętką.
W 71. minucie wynik mógł zostać podwyższony, ale, jak juz wspominałam, ormiański bramkarz był w naprawdę dobrej dyspozycji, co nie tylko ja zauważyłam (jeśli ktoś oglądał, to panowie komentatorzy wspomnieli, że nazwisko "Beglaryan" zjawi się w kilku notesach skautów z Europy). Nawet dobitka Poulsena i dwa rożne nie pomogły.
Co tu dużo mówić? Ormianie stworzyli sobie tylko i wyłącznie jedną dobrą szansę na zdobycie bramki, która mogłaby zmienić losy spotkania. Było to w 78. minucie, kiedy Duńczycy poczuli się zbyt pewnie (przecież 1:0 to taki kruchy wynik...), aczkolwiek Ormianin się zapomniał, że jest profesjonalnym piłkarzem i ta szansa także nie została wykorzystana.
Ogólnie gra nie była porywająca, ale komplet punktów naprawdę cieszy
oh, moje oczęta się radują widokiem szczęśliwych, półnagich mężczyzn
![]() |






