Poniedziałek zbliża się nieubłaganie i prawdopodobnie będzie to dzień, w którym reprezentacja Chorwacji zweryfikuje ile zdążyło zmienić się od Euro 2016 - zmierzą się bowiem z Turkami, z którymi mieli okazję rozegrać swój pierwszy mecz podczas Mistrzostw Europy. Ze spokojem zwyciężyli wtedy 1:0. Czy będzie tak i tym razem? O tym zadecyduje los. I Ante Čačić.
Tymczasem kibice, od Splitu do Rijeki, od Zadaru do Zagrzebia
Čačić ma zatem ciężki orzech do zgryzienia - zaufać Mandžukićowi, który na swoje nazwisko pracował latami i zdobył wszystko czy pokierować się dobrym występem Kalinića na Euro.
Mario Mandžukić ma w reprezentacji status swojego rodzaju legendy, zawodnika, w którego trener nie wątpi. Kalinić zaś w większości sytuacji jest drugim wyborem. Ostatnimi czasy kibice zaczęli jednak wątpić, czy aby na pewno jest to odpowiednie wyjście - Mario nie zaprezentował się na Euro tak, jak wszyscy tego chcieli, Nikola jednak zaskoczył i strzelił pięknego gola byłym mistrzom Europy, Hiszpanom. Tendencja spadkowa w przypadku formy Mandžu sprawia, że masowo zaczyna się powątpiewać, czy jest to napastnik godzien gry w pierwszym składzie.
Od czasu opuszczenia Bayernu Monachium, Mario radzi sobie coraz gorzej, co spowodowane jest licznymi kontuzjami i częstymi zmianami otoczenia, klubów i lig. Kiedy już zaczyna odzyskiwać swój dawny blask, przytrafia mu się problem natury zdrowotnej i o formę musi walczyć od nowa. Kalinić z kolei, mimo że nie zdobywał w przeszłości takich trofeów jak jego kolega z drużyny, wydaje się trzymać równą, przyzwoitą formę - swoim nazwiskiem na pewno nie jest w stanie obiecać więcej, niż może dać, w przeciwieństwie do Mandżukića, który w reprezentacji od pewnego czasu bywa lekko przyblokowany i przytłoczony. Mimo braku efektów w postaci strzałów, co wydaje się być kluczowe na pozycji atakującej, Mandžukić na boisku daje kadrze odrobinę więcej stabilności i dobrze współpracuje z graczami w innych miejscach.
Wybór może wydawać się zatem prosty, lecz taki nie jest, gdyż chorwaccy dziennikarze rozważają jeszcze jedną możliwość, która wygląda raczej na drobną złośliwość, a nie rzeczywistość - zastanawiają się bowiem, czy Čačić nie gra przypadkiem zapobiegawczo w związku z temperamentem gracza Juventusu, któremu kilka razy zdarzało się dobitnie manifestować swoje niezadowolenie z grzania ławki. Z tego właśnie powodu selekcjoner mógłby się "obawiać" zepsucia atmosfery w całej szatni, a nie tylko na szpicy. Są to jednak niczym niepotwierdzone domysły, gdyż stosunki Mandżu z obecnym trenerem są bardzo dobre.
Nie da się ukryć, że Čačić w dużej mierze kieruje się także osobistą sympatią. Swoją przygodę z trenowaniem kadrowiczów rozpoczął od zacytowania słów swojego wnuka: "Dziadku, nie zmieniaj przypadkiem Mandżukića!". Czy jest to wystarczający powód, by nie dać więcej szans Kalinićowi? Nie wiadomo. O tym zadecyduje selekcjoner, który - miejmy nadzieję - wie co robi. Znacznie podciągnął przecież reprezentację w górę po kiepskiej robocie Kovača i Štimača.
Kibice takim układem wydają się być jednak niepocieszeni, gdyż w ankiecie przeprowadzonej niedawno przez jeden z najpoczytniejszych chorwackich serwisów sportowych, Sportske Novosti, opowiedzieli się za przygotowaniem miejsca dla Mandžu na ławce rezerwowych. Selekcjoner ma co prawda jeszcze jedną, poza Kalinićem, opcję - opcja ta na imię ma Andrej Kramarić
Jak więc rozegra to Ante Čačić? Jedno jest pewne - wybierze zawodnika Serie A.








