W niedzielny wieczór drużyna ze stolicy Madrytu podjęła na własnym stadionie beniaminka, Deportivo Alaves. Mimo iż wydawało się, że Atleti nie będzie miało problemu z nowicjuszami, mecz zakończył się wynikiem remisowym (1:1). Co ciekawe, obie bramki padły dopiero w doliczonym czasie gry.
Finaliści minionej edycji Ligi Mistrzów przeważali w całym spotkaniu, jednak raz po raz zawodziła skuteczność. Wpływ na taki rozwój sytuacji miał z pewnością fakt, iż na boisku zabrakło zawieszonego za kartki Antoine Griezmanna (*westchnięcie damskiej części publiczności*). Szansę w roli napastnika dostał więc Kevin Gameiro, który już na wstępie zmarnował dogodną sytuację. Chwilę przed przerwą w jego ślady poszedł Yannick Carrasco (*westchnięcie damskiej części publiczności 2.0*).
Alaves przez niemal całe spotkanie ograniczało się przede wszystkim do szczelnej obrony. Nic dziwnego, bo w przerwie na placu gry pojawił się Fernando Torres, który nie pozwolił obrońcom rywali na nudę. Mimo iż kreował kolegom wiele sytuacji, nie potrafili tego wykorzystać, a na tablicy wyników wciąż widniało 0:0...
...aż do 93. minuty, gdy hiszpański arbiter, Iglesias Villanueva, podyktował rzut karny dla Atleti po faulu na Torresie. Szansę na strzał z 11 metrów dostał Kevin Gameiro – i tym razem ją wykorzystał. Madrytczycy objęli prowadzenie, ale cieszyli się nim zaledwie dwie minuty, bo jedyna akcja ofensywna Alaves w tym spotkaniu zakończyła się... golem. Na listę strzelców wpisał się Manu Garcia, który uderzył na bramkę Oblaka z dystansu i dał swojej drużynie cenny punkt.
Statystyki bez dwóch zdań przemawiają za Atletico, ale wczorajszy mecz jest dowodem na to, że w futbolu nikogo nie wolno spisywać na straty.









