ZAPRASZAMY NA NASZĄ NOWSZĄ WERSJĘ WITRYNY: www.futboliszpilki.pl

Pod tym adresem dostępne są tylko starsze posty publikowane przed przenosinami strony.

Fabiański nie zatrzymał The Reds

Mówi się, że Swansea gra bardzo dobrze, kiedy ma wymagającego rywala. Jak to mówią, to były miłe złego początki. Ostatecznie to podopieczni Kloppa wywiozą trzy punkty z Liberty Stadium, a Francesco Guidolin będzie mógł się pożegnać ze swoimi piłkarzami. Dla Liverpoolu było to czwarte z rzędu zwycięstwo w tym sezonie.

Od początku spotkania stroną silnie atakującą był walijski zespół. Trudno się dziwić skoro na swoim koncie zgromadzili tylko 4 punkty (jedno zwycięstwo i remis oraz cztery porażki). Już w ósmej minucie defensywa Liverpoolu skapitulowała. Po rzucie rożnym piłka została zagrana na trzeci metr, gdzie futbolówka prześlizgnęła się po nodze Van Der Hoorna, a z metra do siatki wpakował ją Holender, Leroy Fer. W 26. minucie powinno być już 2:0 dla Swansea, jednak po dośrodkowaniu Sigurdssona z rzutu wolnego, Baston uderzył głową tuż obok słupka.
W międzyczasie Adam Lallana musiał zejść z boiska (na skutek kontuzji), a na murawie zastąpił go Daniel Sturridge. Angielski napastnik wpisał się na listę (dla niego niestety nie strzelców), ale dla zawodników, którym pokazano żółtą kartkę. Nie trzeba było nurkować w polu karnym ;)
W końcówce pierwszej połowy prowadzenie mógł podwyższyć Sigurdsson, który oddał świetny, lecz nieskuteczny strzał z rzutu wolnego.
Pierwsza część spotkania obfitowała w wiele akcji. Jedne były bardziej efektywne, inne mniej - jak te w przypadku gości z Anfield. Ofensywa grała za wolno, a kiedy już dochodziło do klarownych sytuacji, to jeden z piłkarzy, nie trafiał w bramkę Łukasza Fabiańskiego.
Pogadanka w szatni przyniosła oczekiwane przez niemieckiego trenera efekty. Liverpoolczycy od początku drugiej połowy rozpoczęli swoje natarcie, a już dziewięć minut później Fabiański musiał wyciągać piłkę z siatki. Henderson wrzucił piłkę w pole karne, gdzie niepilnowany Firmino strzałem głową zdobył gola.
Zarówno goście jak i gospodarze starali się przechylić szalę zwycięstwa na swoją stronę (bliżej tego była drużyna z Liverpoolu). Ataki nie były owocne. W 83. minucie arbiter podyktował rzut karny za faul na Firmino. W bramkę pewnie trafił James Milner. Idealną szansę na zdobycie jednego punktu w końcówce spotkania zmarnował Mike Van Der Hoorn. Facet spudłował tak, że nawet nie pytajcie (pewnie będzie mu to się śniło po nocach).
Spotkanie na pewno nie było łatwe dla obu zespołów. Granie w tak często zmieniającej się pogodzie (słońce, deszcz, słońce) do najłatwiejszych nie należy. Drużyna z Walii grała w drugiej połowie tak jak pozwalali jej na to goście. Widać, że ich gra nie jest teraz najbardziej widowiskowa i skuteczna, dlatego możemy się spodziewać zmiany szkoleniowca Łabędzi. 

Swansea City 1:2 Liverpool FC
8' Fer - 54' Firmino, 84' (k) Milner
Składy:
Swansea: Fabiański - Rangel, van der Hoorn, Amat, Naughton - Britton (63' K. Sung-yong), Cork, Fer (72' Fulton) - Sigurdsson, Baston, Routledge (62' Barrow).
Liverpool: Karius - Clyne, Lovren, Matip, Milner - Henderson, Wijnaldum (85' Can) - Lallana (24' Sturridge), Coutinho, Mane - Firmino (85' Origi).
Żółte kartki: Britton, Cork (Swansea) oraz Henderson, Sturridge (Liverpool).
Sędzia: Michael Oliver.