W dzisiejszym futbolu lojalność i przywiązanie do barw klubowych schodzą na dalszy plan. Najważniejszą wartością dla znacznej większości wydaje się być pieniądz. Przypuszczenia te potwierdziło wielu graczy, którzy mimo zapewnień o miłości do swojego klubu, zdecydowali się na transfer – często do wrogiej drużyny. Dziś ludzie nie są dumni z reprezentantów swojego kraju, którzy dotrzymują wierności klubowi, który ich wypromował, a z tych, którzy wywalczyli u zarządu najwyższe kontrakty. Tylko czy na pewno tędy droga do chwały?
Robert Lewandowski jest jednym z najbardziej rozpoznawalnych polskich piłkarzy. W kraju nad Wisłą osiągnął status niemal Boga, choć nie jest wzorem piłkarskich cnót. Napastnik od trzech lat broni barw Bayernu Monachium, do którego przeszedł z drużyny największego ligowego rywala – Borussii Dortmund. Zespół ze stolicy Bawarii zapewnia, że żadna oferta nie może nakłonić ich do pozbycia się Lewandowskiego, choć ten wielokrotnie był łączony chociażby z Realem Madryt. Obecny kontrakt piłkarza z monachijskim klubem wygasa w 2019 roku, ale od niedawna media informują, że trwają zaawansowane rozmowy w sprawie prolongaty umowy.
Jednym z głównych argumentów, jakie przedstawił reprezentant Polski, gdy oficjalnie ogłoszono jego transfer do drużyny rekordowych mistrzów Niemiec, były trofea. Jak zapewniał, w Bayernie miał większe szanse na kolekcjonowanie kolejnych pucharów, co miało być kolejnym krokiem w rozwoju. Pomijając już fakt, że to trochę mało ambitna postawa, to szybko okazało się, że powody są nieco inne. Dopóki Borussia płaciła tyle, ile wymagał Lewandowski, wszystko było w porządku. Kiedy jednak klub nie chciał przystać na kolejne wygórowane oczekiwania finansowe, zaczęły się schody, kłótnie i „pranie brudów” na łamach mediów. Ostatecznie Polak wypełnił kontrakt do końca, po czym przeniósł się na zasadzie wolnego transferu do monachijskiej drużyny. Podobny zabieg agenci Lewandowskiego zastosowali w Bayernie. Gdy uznali, że ich protegowanemu przydałaby się podwyżka, zaczęli przebąkiwać w mediach, że marzeniem Roberta od zawsze była gra w Premier League, a poza tym interesuje się nim Real Madryt, któremu przecież się nie odmawia. Bawarczycy nie raz podkreślali, że zależy im na zatrzymaniu napastnika, toteż szybko zaczęli przedstawiać coraz to nowsze oferty kontraktów.
Wedle najnowszej oferty Bayernu Lewandowski miałby zarabiać około 15 milionów euro za sezon i tym samym stać się najlepiej opłacanym zawodnikiem w 54-letniej historii Bundesligi. Kiedy polskie media podały tę informację do opinii publicznej, szybko okazało się, że dla Polaków jest to powód do dumy. Tylko czy w tym przypadku jest z czego być dumnym? W niemieckich mediach Lewandowski jest przedstawiany jako najbardziej pazerny zawodnik Bundesligi. Tam nikt raczej nie rozwodzi się przesadnie nad jego talentem – dobrzy i rozpoznawalni piłkarze to dla Niemców chleb powszedni. Jeśli w innych krajach nasz zawodnik jest nazywany pazernym, to chyba coś nie tak. Czy to naprawdę powód do dumy? Dziś można tylko gdybać, czy gdyby Bayern nie zgodził się na podwyższenie pensji polskiego napastnika, Lewandowski zostałby w Monachium, czy uznał, że to czas na nowe wyzwania...
Wedle najnowszej oferty Bayernu Lewandowski miałby zarabiać około 15 milionów euro za sezon i tym samym stać się najlepiej opłacanym zawodnikiem w 54-letniej historii Bundesligi. Kiedy polskie media podały tę informację do opinii publicznej, szybko okazało się, że dla Polaków jest to powód do dumy. Tylko czy w tym przypadku jest z czego być dumnym? W niemieckich mediach Lewandowski jest przedstawiany jako najbardziej pazerny zawodnik Bundesligi. Tam nikt raczej nie rozwodzi się przesadnie nad jego talentem – dobrzy i rozpoznawalni piłkarze to dla Niemców chleb powszedni. Jeśli w innych krajach nasz zawodnik jest nazywany pazernym, to chyba coś nie tak. Czy to naprawdę powód do dumy? Dziś można tylko gdybać, czy gdyby Bayern nie zgodził się na podwyższenie pensji polskiego napastnika, Lewandowski zostałby w Monachium, czy uznał, że to czas na nowe wyzwania...





