ZAPRASZAMY NA NASZĄ NOWSZĄ WERSJĘ WITRYNY: www.futboliszpilki.pl

Pod tym adresem dostępne są tylko starsze posty publikowane przed przenosinami strony.

Już mieli zwyciężać, aż tu nagle... Czyli mecz wielkiego Realu ze Sportingiem!

Piłka nożna to nieprzewidywalny sport i do ostatniej sekundy meczu nie możemy być pewni, kto go wygra. Zwycięstwo rzutem na taśmę mieliśmy okazję obserwować w środę, kiedy Los Blancos podjęli Sporting CP na swoim własnym terenie. Do przedostatniej minuty podstawowego czasu gry, klub z Lizbony miał wygraną w kieszeni. A jednak - Madryt opuścili bez punktów!





















To właśnie Sporting jako pierwszy wyszedł z inicjatywą ataku. Już w drugiej minucie spotkania Bruno Cesar zdecydował się na groźny strzał z dystansu na bramkę rywala. Niedługo później Gelson Martins, zawodnik Sportingu, ponownie sprawił, że Madridiści zatrzęśli się ze strachu. Po niecałych trzydziestu minutach to Królewscy na chwilę przejęli inicjatywę - Ronaldo próbował pokonać swojego rodaka, Rui Patricio. Nieskutecznie.
Jeszcze przed gwizdkiem kończącym pierwszą połowę meczu kibice Realu ponownie przeżyli chwilę grozy - tym razem jednak nie z powodu szansy przeciwników, a Garetha Bale'a, który został boleśnie sfaulowany w pobliżu pola karnego. Walijczyk nie podnosił się z boiska, musieli interweniować lekarze. Chwilę później udało mu się jednak wstać i powrócić do gry.

Kibice mieli nadzieję, że podczas przerwy Zidane udzieli piłkarzom kilku cennych rad, które zmienią przebieg meczu a Real wyjdzie na prowadzenie. Nic bardziej mylnego; zaledwie 3 minuty po wyjściu zawodników z szatni, bramkę dla gości zdobył groźnie atakujący w pierwszej połowie Bruno Cesar.

Dominacja Sportingu nad triumfatorami poprzedniej edycji Ligi Mistrzów trwała w najlepsze. W 59 minucie trener gości, Jorge Jesus, został spacyfikowany i wysłany na trybuny za krytykowanie decyzji arbitra. Atmosfera powoli zaczęła się rozluźniać, a Real Madryt wydawał się odzyskiwać kontrolę nad meczem - szczególnie po tym, jak Zidane zdecydował się wprowadzić na murawę świeżych piłkarzy. W 67 minucie na boisko wbiegli Vazquez i Morata, 10 minut później nieskutecznego w tym spotkaniu Benzemę zmienił James Rozriguez. To właśnie te decyzje okazały się strzałem w dziesiątkę - aż dwóch z trzech zmienników miało na koniec meczu swój udział w wyprowadzeniu Królewskich z rychłej porażki.

Nadzieję na zwycięstwo dał Realowi Ronaldo, wyrównując w 89 minucie wynik na 1:1. Chwilę później Los Blancos wykreowali kolejną akcję, która zakończyła się golem - strzałem głową Sporting pogrążył Morata, przy asyście Jamesa Rodrigueza.