ZAPRASZAMY NA NASZĄ NOWSZĄ WERSJĘ WITRYNY: www.futboliszpilki.pl

Pod tym adresem dostępne są tylko starsze posty publikowane przed przenosinami strony.

Czy aby na pewno Londyn jest niebieski?

Na początek piątej kolejki Premier League zmierzyły się zespoły Chelsea i Liverpoolu. Pomimo zmęczenia naprawdę fajnie oglądało mi się ten mecz. Jakoś się nie dziwię, bo w spotkaniu nie zabrakło świetnych bramek i emocji. 

Szlagier, jak to szlagier rządzi się swoimi prawami. Na przeciwko siebie stanęły drużyny, które mają bardzo dobry początek sezonu (w przypadku Liverpoolu fantastyczny). Braku Firmino u gości nie dało się zauważyć. Środkowi obrońcy zabrali się do kreowania akcji. The Blues zaczęli mecz z niezbyt wysokiego C. Courtois na początku miał problemy z łapaniem piłki, ale nie tylko on nie stawił się na Stamford Bridge.
Już w 17. minucie podopieczni Jurgena Kloppa prowadzili 1:0. Przy dośrodkowaniu Coutinho zaspała obrona gospodarzy, kilku zawodników The Reds pozostało bez krycia. Futbolówkę w siatce umieścił Dejan Lovren. Po strzelonym golu, Liverpool ani myślał przestać nacierać. Wyglądało to tak jakby Barcelona przyjechała do Londynu.
Po pół godzinie gry, w zawodnikach Antonio Conto coś drgnęło. Willian, który rozegrał świetne spotkanie, dwa razy dośrodkowywał, jednak jego koledzy nie umieli tego wykorzystać. W 34. minucie szanse na zdobycie bramki miał David Luiz, jednak nie uderzył piłki dostatecznie mocno.

36. minuta i 2:0 dla Liverpoolu. Kapitan drużyny, Jordan Henderson popisał się niesamowitym strzałem z dystansu. Nawet Neuer nie byłby w stanie tego obronić. Henderson (oczywiście) wykorzystał błąd Gary'ego Cahilla, który zbyt krótko wybił futbolówkę z własnego pola karnego.
Pod każdym względem goście z Anfield byli lepsi. Stwarzali więcej sytuacji, grali ładnie dla oka i byli lepsi w ofensywie.


Druga połowa zaczęła się od akcji ofensywnych gospodarzy. Joel Matip, który dotąd bardzo dobrze krył Diego Costę, trochę spuścił z tonu. Chelsea stwarzała kolejne sytuacje i tylko ich błędy, sprawiały, że nie strzelali bramki kontaktowej. W końcu w 61. minucie Diego Costa wykorzystał pracę swoich kolegów. Całą akcję zaczął Matic, który potem dograł piłkę do Costy na piąty metr, a ten pokonał Mignoleta lekkim strzałem. W kibicach na Stamford Bridge obudziła się nadzieja, w ich ulubieńcach także. The Blues mieli sporo okazji na doprowadzenie do remisu, ale jakoś nie chciało im to wyjść. W 81. minucie mogło być 3:1, ale Courtois świetnie zatrzymał strzał Origiego.

Mecz zakończył się wynikiem 2:1 dla gości. Chelsea po ostatnim remisie ze Swansea na pewno chciała zwyciężyć w tym spotkaniu. Grali przed własną publicznością, więc to dodatkowo powinno dodać im skrzydeł. Tak się jednak nie stało. Zawodnicy Kloppa wyszli na mecz niesamowicie zmotywowani i pokazali gdzie jest miejsce jednego czy drugiego piłkarza Chelsea.

Chelsea Londyn 1:2 Liverpool (0:2)
61' Diego Costa - 17' Dejan Lovren. 36' Jordan Henderson

Składy:
Chelsea Londyn: Thibaut Courtois - Branislav Ivanović, Gary Cahill, David Luiz, Cesar Azpilicueta, N'Golo Kante, Nemanja Matić (84' Cesc Fabregas), Willian (84' Victor Moses), Oscar (84' Pedro Rodriguez), Eden Hazard, Diego Costa.
Liverpool FC: Simon Mignolet - Nathaniel Clyne, Joel Matip, Dejan Lovren, James Milner, Adam Lallana, Jordan Henderson, Georginio Wijnaldum (90' Kevin Stewart), Sadio Mane, Philippe Coutinho (82' Lucas Leiva), Daniel Sturridge (57' Divock Origi).
Żółte kartki: Willian (Chelsea Londyn) oraz Lucas Leiva (Liverpool FC).
Sędzia: Martin Atkinson.